Co tydzień młoda wdowa przychodziła na cmentarz, by złożyć hołd swojemu zmarłemu mężowi.
Kiedy podlewała kwiaty na jego grobie, robiła to z wielką troską, jakby chciała, by każdy liść i każda płatka kwiatka miały swoje miejsce.
Po skończeniu swojej ceremonii zawsze odwracała się i w ciszy odchodziła, jakby każda chwila spędzona w tym miejscu miała głęboki, osobisty sens.
Pewnego dnia młody mężczyzna, który od dłuższego czasu obserwował ją z pewnej odległości, podszedł i zagaił rozmowę.
„Widzę, że naprawdę okazujesz wielki szacunek swojemu zmarłemu mężowi” — powiedział, podziwiając jej zachowanie. „To naprawdę miłe, że nie odwracasz się, kiedy odchodzisz”.

Kobieta spojrzała na niego z pełnym spokojem, a jej odpowiedź była zaskakująca, ale jednocześnie pełna humoru. „Mój mąż, proszę pana, zawsze mawiał, że mam tyłek, który potrafi wskrzesić zmarłych.
Nie chcę ryzykować”.
Z jej słów wyłaniał się subtelny, lekko żartobliwy ton, który miał na celu rozładowanie napięcia w tej nietypowej sytuacji.
Ta historia to nie tylko zabawny żart, ale także przypomnienie o tym, jak różne mogą być powody, dla których niektóre kobiety decydują się na małżeństwo, czasem szukając nie tylko miłości, ale i korzyści materialnych.
W tej opowieści kobieta przychodziła na grób męża co tydzień, by uczcić jego pamięć, ale za jej gestami kryła się także pragmatyczna intencja związana z jej dalszym życiem po jego śmierci.







