Dzień dobry wszystkim! Proponuję ponownie zanurzyć się razem ze mną w wspomnienia z czasów sowieckich.
A do napisania tego artykułu skłonił mnie ten bidon, który ostatnio znalazłam w kuchni.
foto: autorka.
Tym razem porozmawiamy o czymś bardzo codziennym — zaraz po chlebie, oczywiście. Takim codziennym produktem w sowieckich rodzinach było mleko, które kupowano prawie codziennie.
Trzy litry na dużą rodzinę — to było na jeden dzień. Policzycie: ugotować owsiankę na mleku dla całej rodziny, a do tego po prostu wypić — a piło się z przyjemnością, bo mleko było naprawdę smaczne.
Mleko na rozlew w ZSRR. Foto: źródło otwarte.
Tak, to prawda, że było rozcieńczane. Dlatego zawsze należało je zagotować. A jak smakowało kromka chleba z miodem i szklanka ciepłego mleka!
A do piekarnika też wstawiano to mleko, żeby «wtopniało»: smak mleka w piekarniku, to smak dzieciństwa, a na wierzchu — brązowa, słodkawa skórka, pyszna.
Pionierzy piją mleko. Foto: źródło otwarte.
Spróbuj teraz kupić mleko w kartonie w sklepie i wstawić je do piekarnika. «Skórki» (tak nazywaliśmy tę warstwę) nie doczekasz się.
Ile kosztowało mleko w bidonie i gdzie je kupowano
Każde sowieckie dziecko na pewno pamięta emaliowany bidon, do którego wysyłano po mleko. U nas był żółto-pomarańczowy w kropki, stoi u mnie teraz w kuchni.

Co ciekawe, już po rozpadzie ZSRR kupiliśmy zestaw garnków z dokładnie tym samym wzorem.
Bidony z czasów ZSRR. Foto: źródło otwarte.
Litr mleka na rozlew kosztował 28 kopiejek. Sprzedawano je w sklepie «Mleko» lub bezpośrednio z beczki na ulicy.
W sklepach sprzedawczyni w białym fartuchu brała bidon, potem nabierała mleko specjalną miarką i pytała, ile trzeba (nie pamiętam, żeby kiedykolwiek ktoś powiedział coś innego niż «trzy litry»), po czym nalewała trzy miarki.
Bardzo lubiłam te miarki — były cylindryczne, wysokie i wąskie, żeby łatwiej było nabierać mleko z metalowych bidonów.
Taką miarką rozlewano mleko w ZSRR. Foto: źródło otwarte.
Wujek, który wrócił z pracy na Północy, opowiadał, że tam na rynku sprzedawali mleko w formie krążków — zamrożone.
Długo nie wierzyłam, aż sama nie pojechałam na Syberię i nie zobaczyłam zimą na rynku krążków mleka…
Mleczne przygody
Po mleko najczęściej wysyłano dzieci, przy tym nakazywano nie biegać, patrzeć pod nogi, nie kręcić bidonem.
I koniecznie trzeba było włożyć pieniądze do kieszeni (nie wypuszczali, dopóki nie widzieli, że rubel lub drobne zostały położone do kieszonki).
Dlaczego? Bo anegdota nie wzięła się znikąd, w której najpierw nalewają mleko do bidonu, a potem chłopiec mówi, że pieniądze są w bidonie.
Mleczarnia w ZSRR. Foto: źródło otwarte.
Inny problem — potknięcie lub poślizgnięcie. Potknąć się to pół biedy, trochę mleka się wylało. A po śliskiej nawierzchni z bidonem iść — to już całe przygoda.
Raz niosłam mleko i tak się poślizgnęłam, że połowa bidonu wlała się do mojego prawego kożucha (miałam piękne czerwone walonki).
Mama mnie nie zbeształa, a resztki mleka z kożucha wylała kotu. Kot wypił i jeszcze prosił o dokładkę.
Sowieckie dzieciństwo — najlepsze. Foto: źródło otwarte.
Takie mam wspomnienia z dzieciństwa. A wy mieliście okazję pobiegać z bidonem? Jak wam smakuje mleko z czasów ZSRR, pamiętacie jego smak?







