Leśniczy Ivan szedł cicho ścieżką, słuchając znajomych dźwięków lasu: szelestu liści, trzasku gałęzi pod łapami zająca, krakania wron.
Był chłodny jesienny poranek. Ivan zmierzał w stronę południowej części rezerwatu, gdzie niedawno zauważył nielegalne ślady quada.
Wyglądało na to, że któryś z kłusowników postanowił spróbować swojego szczęścia.
Po kilku krokach zauważył zaniepokojone ptaki. Płazy krzyczały, jakby dostrzegły drapieżnika.
Ivan skręcił w stronę hałasu i szybko dostrzegł ziemię, rozkopaną przez zwierzęce łapy. Pośrodku leżała mała plama krwi.
Zmarszczył brwi, badając otoczenie, a nieco dalej znalazł przyczynę tragedii.
W krzakach leżała martwa wilczyca, a nieco dalej stała metalowa pułapka, z której udało jej się wydostać, ale było już za późno.
Ivan westchnął ciężko. Mimo częstych patroli, takie incydenty wciąż miały miejsce.
Już szykował się do powrotu i wezwania pomocy oraz usunięcia pułapki, gdy nagle usłyszał cichy krzyk. Gdzieś w pobliżu, w krzakach, było coś.
Ivan powoli podszedł, opuścił gałęzie i zatrzymał się. W jego stronę patrzyły trzy duże żółte oczy. Wilczki. Bardzo małe, drżące, z opuszczonymi ogonami.
Ivan wiedział, że nie mają żadnych szans. Matka została zabita, one nie potrafią polować, a najbliższa wataha była dziesiątki kilometrów stąd.
Leśniczy wyprostował się i zamyślił. Zgodnie z zasadami rezerwatu nie można ingerować w naturę, ale jak mógł zostawić te maluchy na pewną śmierć?
— No cóż, dzieciaki, wygląda na to, że to ja muszę was zabrać, — powiedział cicho, ostrożnie zaczynając układać wilczki w swoją starą płócienną kurtkę.
W budzie, gdzie Ivan mieszkał przez cały rok, wilczki szybko się zaaklimatyzowały. Nadał im imiona: Szary, Łapka i Wiatr.
Łapka była trochę kulawa — prawdopodobnie miała starą ranę.
Szary był uparty, a Wiatr był najbardziej ciekawski. Ivan kupował mleko w wiosce, zaczynał je karmić butelką, a później dawał ugotowaną rybę i mięso.
Każdego dnia wilczki rosły, a ich zachowanie stawało się coraz bardziej pewne siebie.
Bawiły się na tarasie, rywalizowały ze sobą, a czasami próbowały zaskoczyć Ivana, strasząc go dla zabawy.
Jednak wkrótce pojawiły się problemy. Sąsiedzi z wioski, dowiedziawszy się, że Ivan przygarnął wilki, zaczęli szemrać. W sklepie patrzyli na niego krzywo, jeden z mieszkańców nawet powiedział:
— Po co karmisz dzikie zwierzęta? Przyjdą potem do naszych krów!
— Wracają do lasu, — odpowiedział Ivan. — To chwilowe.
Ale plotki nie ustały. Sołtys odwiedził jego budkę i surowo ostrzegł:
— Ivana, wilki w gospodarstwie to niebezpieczeństwo. Myślę, że lepiej je uspać. Albo przynajmniej zabrać je gdzieś daleko.
Ivan milczał, ściskając pięści. Ale w środku już wiedział, że będzie walczył o swoje podopieczne do końca.
Kiedy wilczki urosły, Ivan zaczął je przygotowywać do powrotu do natury.
Z kolegami-ekologami zbudował strefę treningową z ogrodzeniem, gdzie wilczki mogły polować na wypuszczone tam zające i bażanty. Nie ingerował, tylko obserwował z daleka.
Z czasem wilczki straciły zainteresowanie ludzkim jedzeniem i nauczyły się zdobywać je samodzielnie.
Ivan zauważył, że Szary stał się liderem, Łapka odpowiadała za ostrożność, a Wiatr często pełnił rolę zwiadowcy.
Jednocześnie znów poczuli się kłusownicy. Podczas jednej z obław Ivan natknął się na pułapki rozstawione wokół rezerwatu.
Podczas ich neutralizowania, wspiął się na słabe korzenie i poślizgnął, wpadając do jednej z dołów pozostawionych przez myśliwych. Jego nogi były przygniecione i ranne.
Pęcherz, który zawsze wisiał na jego szyi, spadł na dno dołu. Ivan krzyknął, ale nikt nie odpowiedział.
Nagle w krzakach zamigotał cień. Szary. Ivan słabo się uśmiechnął.
— Cóż, młody, i ty tu jesteś, — westchnął. Wilk patrzył na niego przez kilka sekund, po czym zniknął.
Po godzinie przy dołku pojawiły się wszystkie trzy. Nerwowo gwizdały, gryząc gałęzie, jakby próbowały coś zrobić.
Nagle Wiatr pobiegł. Po półgodzinie Ivan usłyszał kroki swoich kolegów.

— On nas przyprowadził! — powiedział jeden z nich, wskazując na Wiatra, który skakał wokół ludzi. — To twoje wilki, Ivana?
— Tak. Moje.
Następnego ranka Ivan ostatecznie postanowił: wilczki są gotowe na wolność. Razem z kolegami zawiózł je do odległej części lasu, z dala od osad ludzkich.
Wysiadł z samochodu, przywołał każde z nich, pogłaskał i wypuścił. Łapka natychmiast nie poszła, kręcąc się na boku i niepewnie odwracając.
Szary pozostał ostatni. Patrzył przez długi czas Ivanowi w oczy, jakby się żegnając.
— Idź, Szary. Wszystko będzie dobrze, — powiedział leśniczy.
Wilki zniknęły w leśnym gąszczu.
Po kilku miesiącach Ivan, jak zwykle, sprawdzał teren rezerwatu.
Na progu swojej budki zauważył niezwykłą stertę. To były zające, które były starannie ułożone w kupkę.
Na ziemi widniały ślady wilczych łap.
Ivan usiadł na werandzie, wziął jednego z trofeów i zaśmiał się.
— Dziękuję, dzieciaki, — powiedział cicho.
Serce leśniczego rozgrzało się. Wiedział, że podjął właściwą decyzję.







