Rodzina mojego męża poprosiła mnie o bycie matką zastępczą – ale nie miałam pojęcia, dla kogo właściwie jest to dziecko

Rozrywka

Kiedy mąż Jessiki, James, prosi ją, aby została surogatką dla narzeczonej jego brata, zgadza się – wbrew własnemu przeczuciu.

Jednak im bardziej zaawansowana jest ciąża, tym większe ma wątpliwości.

Narzeczona pozostaje nieosiągalna, szczegóły wydają się dziwne, a kiedy Jessica w końcu ją spotyka, prawda wszystko niszczy.

Wszystko zaczęło się, gdy James – mój mąż od ośmiu lat – poprosił mnie, żebym poszła z nim na „rodzinne spotkanie” z jego matką Diane i młodszym bratem Mattem.

Pamiętam, jak przewróciłam oczami z irytacją, kiedy jechaliśmy do domu Diane. W rodzinie Jamesa zawsze było jakieś dramatyczne zamieszanie.

– Co tym razem? – zapytałam. – Twoja mama znalazła nową rysę na swojej cennej porcelanie i znowu obwinia mnie?

James wpatrywał się w drogę. – To ważne, Jess. Po prostu ich wysłuchaj, dobrze?

Kiedy przyjechaliśmy, Diane przywitała mnie swoim typowym, sztywnym uściskiem i zaprowadziła do salonu. Matt niezręcznie skinął mi głową z fotela.

– Jessica – zaczęła Diane tym słodkim tonem, który przybierała, kiedy o coś prosiła – mamy do ciebie wyjątkową prośbę.

Spojrzałam na Jamesa, który patrzył w swoje dłonie.

Matt odchrząknął.

– Jessica – powiedział lekko drżącym głosem – jestem zaręczony.

– Gratulacje – odpowiedziałam szczerze zadowolona. – Kiedy ją poznamy?

Matt i Diane wymienili spojrzenia.

– Uh… nie jestem pewien. Jest fotografką dzikich zwierząt – wyjaśnił Matt.

– Obecnie przebywa w górach Etiopii i próbuje uchwycić etiopskie wilki w ich naturalnym środowisku. A sygnał komórkowy w tych górach jest okropny.

– Rzecz w tym – odezwała się Diane, pochylając się do przodu – że moja przyszła synowa ma pewne problemy zdrowotne. Bardzo chce mieć dzieci, ale nie może ich sama urodzić.

Poczułam niepokój, gdy troje ludzi wpatrywało się we mnie intensywnie.

– Mieliśmy nadzieję – powiedział Matt – że rozważysz zostanie naszą surogatką.

Słowa zawisły w powietrzu. Spojrzałam na Jamesa, oczekując, że będzie równie zszokowany co ja – ale wyraz jego twarzy zdradzał, że wiedział o tym od początku.

– Chcecie, żebym urodziła wasze dziecko? – szepnęłam.

– Pomyśl, jak wiele to znaczyłoby dla Matta – powiedział James, ściskając moją dłoń.

– A wynagrodzenie bardzo by nam pomogło. Moglibyśmy odłożyć na studia dla dzieci i wreszcie zrobić remont kuchni, o którym marzysz.

– Ale narzeczona twojego brata… – zaczęłam – nie powinnam jej chociaż raz wcześniej poznać? To ogromna decyzja.

– Ona się na wszystko zgadza – zapewnił mnie szybko Matt. – Zrobiliśmy IVF zanim wyjechała i zamroziliśmy zarodki. Potrzebujemy tylko surogatki.

– Ale nawet jej nie poznałam.

– Niedługo wróci do Stanów – powiedziała Diane, klepiąc mnie po kolanie. – Na pewno się polubicie.

Czułam się osaczona, otoczona oczekującymi spojrzeniami.

James wiedział, które guziki nacisnąć: przyszłość naszych dzieci, nasz dom – rzeczy, które miały dla mnie znaczenie.

Pomimo niepokoju w brzuchu, powoli skinęłam głową. – Zgadzam się.

Kolejne dziewięć miesięcy minęło w wirze wizyt lekarskich i rosnącego niepokoju.

Każdy trymestr przynosił nowe wyzwania: mdłości przez cały dzień, opuchnięte kostki i bóle pleców, które nie pozwalały mi spać w nocy.

James wspierał mnie na swój sposób – masował mi stopy, przypominając, jak bardzo te pieniądze mogą zmienić nasze życie.

Ale coś tu nie grało.

Matt regularnie mnie odwiedzał, przynosił witaminy i pytał o dziecko.

Ale jego narzeczona pozostawała tajemnicą.

– Czy narzeczona Matta już dzwoniła? – zapytałam Jamesa pewnego wieczoru, leżąc w łóżku i nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji.

– Nadal podróżuje – mruknął, już na wpół śpiący.

– Przez dziewięć miesięcy? Ani jednego telefonu do kobiety, która nosi jej dziecko?

James westchnął i odwrócił się. – Niepotrzebnie się stresujesz, Jess. To niezdrowe dla dziecka.

– Dla dziecka – wyszeptałam. – Nie dla mnie.

W miarę zbliżania się terminu porodu mój niepokój rósł.

Zadzwoniłam bezpośrednio do Matta.

– Kiedy wraca twoja narzeczona? Naprawdę chciałabym ją poznać przed porodem.

– Wkrótce – obiecał. – Nadal jest w Etiopii i próbuje sfotografować bardzo rzadkie zwierzę na równinie Nechisar.

Westchnęłam. Ta kobieta wydawała się równie trudna do uchwycenia jak zwierzęta, za którymi podążała.

W dniu porodu James zawiózł mnie do szpitala, a ja kurczowo trzymałam się deski rozdzielczej, gdy skurcze przetaczały się przez moje ciało.

Kiedy leżałam już na sali porodowej, James wrócił – z przepiękną kobietą u boku.

Rozpoznałam ją natychmiast.

– Rachel? – Imię opuściło moje usta jak przekleństwo.

Rachel była pierwszą miłością Jamesa. Kobietą, której imienia zabroniłam w naszym domu po tym, jak przyłapałam Jamesa pijanego, gdy przeglądał jej profil w mediach społecznościowych – sześć lat po naszym ślubie.

Wtedy przyznał, że nigdy tak naprawdę jej nie zapomniał.

Rachel uśmiechnęła się promiennie. – Jessica! Nie mogę ci wystarczająco podziękować! Wiem, jak trudne to musiało być, ale sprawiłaś, że nasze marzenie się spełniło!

Zakręciło mi się w głowie.

Odwróciłam się do Jamesa, głos mi drżał ze złości. – Wiedziałeś, kim ona jest przez cały ten czas. I nigdy mi tego nie powiedziałeś.

James zachował niemal obojętny wyraz twarzy. – To nie miało znaczenia.

– Nie miało znaczenia? – powtórzyłam z niedowierzaniem. – Poprosiłeś mnie, żebym urodziła dziecko dla kobiety, o której nigdy nie przestałeś myśleć – i to nie miało znaczenia?

Wypuściłam powoli powietrze, próbując się opanować mimo skurczów, które przychodziły coraz częściej.

Zwróciłam się do pielęgniarki. – Potrzebuję chwili sam na sam z mężem.

Kiedy drzwi się zamknęły, spojrzałam Jamesowi prosto w oczy.

– To koniec.

James zamrugał zdezorientowany. – Co?

– Nasze małżeństwo. My. Zrobiłeś ze mnie inkubator dla swojej byłej. Po raz ostatni mnie zlekceważyłeś.

James faktycznie się zaśmiał. – Przesadzasz.

– Tak? – spojrzałam na niego zimno. – To na pewno nie będziesz miał nic przeciwko, gdy przy rozwodzie wezmę wszystko, co mi się należy.

Trzy miesiące później podpisałam papiery rozwodowe spokojną ręką.

James dostał to, na co zasłużył. A ja? Ja dostałam coś o wiele cenniejszego: wolność.

Visited 292 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł