„To są zawsze emocje z tego samego nurtu, a jednak za każdym razem wyjątkowe — bo to właśnie Opera Leśna.
Ta scena nie tylko ma swój niepowtarzalny klimat, ale także wywołuje zupełnie inne doznania niż jakiekolwiek inne miejsce.
Tu wszystko wydaje się bardziej intensywne — może dlatego, że jesteśmy w sercu lasu, z dala od cywilizacji, bez zasięgu, odcięci od świata.
Ta głusza, ta cisza przerywana tylko muzyką, tworzy atmosferę niemal magiczną” — mówi Wiktor Dyduła, przygotowując się do swojego występu.
„To się może wydawać banalne, ale tak — Opera Leśna naprawdę znajduje się w lesie!” — śmieje się Kasia Sienkiewicz, z nutą rozbawienia w głosie.
„Często, kiedy wspominam o tym moim znajomym, są zaskoczeni. Wydaje im się, że skoro Sopot, to plaża, morze…
A tymczasem tutaj mamy tę niepowtarzalną możliwość oderwania się od codzienności, od miejskiego zgiełku.
To uczucie bycia poza światem jest czymś, co można poczuć tylko tu, podczas koncertu w tym niezwykłym miejscu”.
Dla Dyduły Sopot to nie tylko scena i muzyka, ale też osobista historia. „Mam mnóstwo wspomnień z czasów, kiedy pracowałem tutaj jako kelner.
Niektóre z tych wspomnień muszę trzymać dla siebie — obsługiwałem osoby, które dziś razem ze mną stają na scenie.
Obiecałem sobie, że nie zdradzę tych historii nikomu. Ale za każdym razem, gdy tu wracam, czuję ogromny sentyment… i dumę.

Kiedyś nosiłem tacę, dziś śpiewam na scenie Opery Leśnej. To niezwykła droga.”
Kasia Sienkiewicz również ma emocjonalny związek z tym miejscem.
„Odwiedzam Sopot od dziecka, a to właśnie tutaj byłam na swojej pierwszej randce. Mam same dobre skojarzenia z tym miastem — jest po prostu piękne.”
Duet opowiedział także o kulisach powstania ich wspólnej piosenki.
„W skrócie — wszystko zaczęło się dwa lata temu, po jednym z moich występów w Sopocie, kiedy Kasia napisała do mnie bardzo ciepłą wiadomość.
Już wtedy pomyślałem, że może kiedyś uda nam się coś razem stworzyć. I tak przy drugiej płycie wszystko się złożyło.
Nagraliśmy utwór, który niesie w sobie energię, i mam nadzieję, że ludzie ją tu, w Sopocie, poczują” — mówi Dyduła.
Zapytani o plany na kolejne wspólne projekty, odpowiedzieli żartobliwie tytułem swojego singla: „Nie mówię tak, nie mówię nie”.
Na koniec nie zabrakło tematu, który od jakiegoś czasu intrygował fanów — zniknięcia słynnego wąsa Wiktora.
„To był taki… przemyślany impuls” — śmieje się artysta. „Obudziłem się i pomyślałem: dziś jest ten dzień.
Odświeżę swój wygląd, będzie wygodniej — bo taki długi wąs to nie żarty… zupę trzeba pić przez słomkę!”







