„Podczas twojej nieobecności, tato, do mamy przyszli wujkowie” – powiedziała dziewczynka, gdy tylko zobaczyła ojca.

Interesujące

– Z mamą zawsze wchodziły do pokoju.

– Potem jedna z nich wyszła i zadzwonił do niej wujek Vili. Mama długo z nim czatowała. Potem się uczesała i wyszła z domu.

– Wyszła? I zostawiła cię samego?

Kovácsné Krisztina widziała, jak żyły na skroniach jej męża pęcznieją, ale nie potrafiła sobie wyobrazić, skąd ich córka wzięła te słowa.

– Wczoraj też był tu jakiś pan, wujek Peti. Wieczorem długo byli w pokoju – mamrotała czteroletnia Marcsi, bawiąc się lalką.

– Jaki wujek Peti? – zachrypła od herbaty Krisztina i spojrzała na męża Lajosa, który był równie zaskoczony.

Ale w zaskoczeniu Lajosa już tliła się złość.

– Potem zadzwonił do niej wujek Vili i mama rozmawiała z nim cały wieczór. Nawet nie przeczytała mi bajki – kontynuowała dziewczynka, bawiąc się dalej lalką.

– Marcsi, idź do swojego pokoju się pobawić, mama i tata chcą porozmawiać – powiedział Lajos, ledwo kryjąc złość, zamykając drzwi za córką.

Krisztina poznała męża, kiedy była już niezależną, zdecydowaną młodą kobietą.

Jej ambitna natura powalała wszystkich na kolana – Lajosa jednak tak sparaliżowała, że długo nie odważył się zagadać. Czuł, że taka dziewczyna jest nieosiągalna jak pionowa ściana skalna.

Ten charakter wykształcił się u niej już w dzieciństwie. Rodzice rozwiedli się, gdy miała pięć lat. Matka wychowywała ją samotnie.

Mieszkali w małym miasteczku, a kobieta pracowała na trzy etaty, by utrzymać córkę, więc Krisztina musiała wcześnie dorosnąć.

Już w wieku dziesięciu lat potrafiła gotować obiad dla siebie i matki, odrabiać lekcje, prać i prasować.

Oczywiście, kilka ubrań musiała schować głęboko do szafy po zniszczeniu, ale ostatecznie perfekcyjnie radziła sobie z żelazkiem.

Później Krisztina sama aplikowała na uniwersytet, bez pomocy. Matka nie mogła sobie pozwolić na opłacenie czesnego.

Nie było planu B, więc skupiała się maksymalnie – w końcu dostała się na państwowe studia z jednym z najwyższych wyników.

Jeśli chciała stypendium, musiała mieć tylko oceny celujące. Dlatego z całych sił koncentrowała się na nauce.

Gdy inni flirtowali i bawili się, ona przeglądała notatki, by uniknąć egzaminów lub zdobyć najwyższą ocenę. Tak długo nie zauważała nieśmiałych prób zbliżenia ze strony Lajosa.

– Kriszti, odpocznij trochę! Dlaczego tak bardzo zależy ci na politologii? Chodźmy na spacer! – namawiały ją koleżanki z pokoju.

– Ty zdasz egzamin za mnie? – odpowiedziała Krisztina, nie odrywając wzroku od książek.

– U tego wykładowcy nie da się dostać piątki. Automat to już w ogóle niemożliwe.

I rzeczywiście – wykładowca był nie do zniesienia, uważał wszystkich studentów za leniwych głupców.

Ale Krisztina przygotowywała się na każde zajęcia, siedziała zawsze w pierwszej ławce, zadawała pytania, odpowiadała, dyskutowała, analizowała – imponując wiedzą.

W końcu surowy nauczyciel musiał przyznać, że jest wyjątkiem od reguły.

Lajos odważył się zrobić krok dopiero po roku. Stało się to, gdy Krisztina po ostatnim egzaminie wyszła na spacer z koleżankami.

Lajos podszedł do niej i pogratulował wyniku. Dziewczyna się speszyła, nie wiedziała co powiedzieć.

Wśród przyjaciółek była swobodna, ale gdy chłopak się nią interesował, stawała się zupełnie inna.

– O mój Boże! Naprawdę zagadał naszą „królową Arktyki”? – śmiały się dziewczyny, podczas gdy Lajos i Krisztina próbowali porozmawiać na uboczu.

Po kilku minutach Krisztina wróciła do przyjaciółek.

– No? Zaprosił cię na randkę? Myślałyśmy, że będzie cię wiecznie obserwował z kąta! – zasypały ją pytaniami.

– Kto obserwował?

– Lajos! Syn dziekana, już od dawna na ciebie patrzy. Ale ty tylko się uczysz! Wszystkie twoje neurony są pełne notatek. Ale chwała mu, że w końcu się odważył! Odrzuciłaś go?

– Nie. Jutro idziemy do kina. Naprawdę jest synem dziekana?

– Tak, w przyszłym semestrze będzie u niego wykład z ekonomii. Podobno jest jeszcze surowszy niż nasz politolog – jeśli to w ogóle możliwe.

To wzbudziło też zainteresowanie Krisztiny. Postanowiła nie marnować najpiękniejszych lat studiów tylko na naukę.

Lajosa uważała za sympatycznego, ale nie przyszło jej do głowy, by sama zainicjować kontakt.

Nie chciała, żeby mówiono, że umawia się z nim dla lepszych ocen. Gdyby wtedy wiedziała, że zdobycie piątki u jego matki będzie największym wyzwaniem…

Młodzi zaczęli się powoli spotykać. Okazało się, że Lajos nie jest tak milczący, tylko trochę niepewny siebie.

Często próbował poznawać inne dziewczyny, ale gdy nie dostały piątki u jego matki, znikały bez śladu – najwyżej zostawiały wiadomość „przepraszam, jesteśmy zbyt różni”.

Ale Krisztina była inna. Nie wydawała się wyrachowaną dziewczyną, raczej uczciwą, która nigdy nie poświęciłaby zasad dla lepszej oceny.

Lajos wiedział, że nie chce stracić tej dziewczyny. Matka miała jednak zupełnie inne zdanie.

Nauczycielka ekonomii, czyli dziekan, uważała Krisztinę za zarozumiałą, pyszałkowatą i ograniczoną.

Choć Krisztina była świetnie przygotowana, odpowiadała, pytała i dyskutowała, nigdy nie dostała piątki.

Pani dziekan zawsze znajdowała coś, do czego mogła się przyczepić. Krisztina po raz pierwszy w życiu bała się, że nie zda egzaminu.

Musiała zdawać go dwa razy, odpowiadając na mnóstwo dodatkowych pytań, aż w końcu – z trudem – dostała upragnioną piątkę.

Gdyby pani dziekan wiedziała, że córka chodzi z jej synem, Krisztina nie zobaczyłaby nawet trójki.

Na balu uniwersyteckim Lajos postanowił poprosić Krisztinę o rękę. Chociaż dziewczyna miała jeszcze dwa lata studiów, Lajos nie wyobrażał sobie życia bez niej.

Na szczęście powiedziała „tak”. Nie chcieli wielkiego wesela – tylko podpis w urzędzie i skromne, studenckie przyjęcie w kawiarni.

Krisztina wiedziała, że matka nie byłaby w stanie zapłacić za drogie wesele.

Lajos długo zwlekał z przedstawieniem narzeczonej matce. Krisztina opowiadała mu, jak nieprzyjaźnie matka traktuje ją na zajęciach, więc chłopak ciągle odkładał spotkanie.

Wiedział, że jeśli je połączy, nic dobrego z tego nie wyniknie. W końcu matka codziennie w domu narzekała na różnych studentów – zwłaszcza tych, których nie lubiła. Krisztina była na tej liście.

– Synu, nie uwierzysz! Ta bezczelna dziewczyna znowu chce zdawać poprawkę! Chce piątki! A jest zerem, nawet nie wart uwagi! – narzekała w domu nauczycielka.

– Serio, to rzadki okaz. Ledwo wytrzymuję, żeby jej nie wyrzucić za drzwi.

– Może już czas dać jej tę piątkę? Przecież widzisz, ile się uczy – próbował ratować sytuację Lajos.

– Nie dam! Niech zdaje poprawkę, skoro jest taka bezczelna! Piątki nie dostanie, niech się nauczy, jak zachowywać się z dorosłymi!

– A co zrobiła? Skrzywdziła cię?

– Gdy tylko wejdzie na wykład, od razu wiem, że będzie problem. Siedzi w pierwszej ławce, zawsze pyta, zawsze wtrąca się, dyskutuje. Nie znoszę jej!

– Może po prostu pokazuje, że zna materiał… I to ona jest problemem, a nie ci, którzy siedzą z tyłu, czytają gazetę albo śpią?

– Od nich nic nie oczekuję. Dam im trójkę i będą zadowoleni. Ale ta dziewczyna myśli, że wie wszystko. I jeszcze się tym chwali!

Lajos tylko westchnął. Czuł, że niemożliwe jest zorganizowanie prezentacji tak, by nie wybuchła wojna.

W końcu na kilka dni przed cywilnym ślubem wyznał matce, że poprosił Krisztinę o rękę i że biorą ślub.

– Ty jesteś normalny?! I dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję? Kim jest ta dziewczyna? Znam ją? Czy to któraś z moich studentek? Dlaczego wcześniej jej nie przedstawiłeś?

– Bo albo ty ich od siebie odstraszałaś, albo sami odeszli, gdy nie dostali dobrej oceny – rozłożył ręce Lajos.

– To naturalna selekcja! Oni odpadli. Ale ta teraz?! Kim ona jest?!

– Mamo, właśnie dlatego nie powiedziałem. Zabiłabyś mnie. Nawet piątki by nie zobaczyła, gdyby to od ciebie zależało.

– Jaka piątka?! Czekaj… to nie chodzi o…?! – matka zbielała, jakby dopiero teraz połączyła fakty.

– Tak, o niej mowa. O tej dziewczynie, o której teraz myślisz.

– Spośród wszystkich dziewczyn wybrałeś tę najbardziej bezczelną, zarozumiałą i nieprzyjemną! Robisz to specjalnie, żeby mnie zdenerwować?

– Nie! Jesteśmy razem od dawna. Jeszcze zanim zaczęły się twoje zajęcia. Ale wiedziałem, że jeśli powiem, wszystko zepsuję. Krisztina też prosiła, żebym nic nie mówił. Czuła to. Wiedziała z góry.

– No jasne, że wiedziała! Ona zawsze wie, jak mnie zdenerwować! Ale ślub? Tylko przez mój martwy trup!

Na szczęście teściowa nie przyszła do urzędu. Ceremonia cywilna odbyła się spokojnie.

Młodzi wynajęli osobne mieszkanie, żeby nikt nikomu nie siedział na głowie. Krisztina wiedziała, że nie dostała zwykłej teściowej, lecz prawdziwą, zaciętą rywalkę.

Minęły trzy lata, zanim zdecydowali się na dziecko. Rok później urodziła się urocza córeczka, Marcsi – jak dwie krople wody do ojca.

Wyraźne podobieństwo pomogło przynajmniej w zaakceptowaniu dziewczynki przez teściową, ale Krisztiny wciąż nie tolerowała. Żadne z nich nie inicjowało spotkań – nie widzieli takiej potrzeby.

Lajos w weekendy zabierał dziecko do rodziców, żeby Krisztina mogła odpocząć. Kiedy Marcsi podrosła, teściowa zaczęła prosić, żeby dziewczynka też u nich nocowała.

– Synku, po co przyprowadzasz dziecko na noc? Jest już zmęczona, chce spać. Jutro i tak musi wstać wcześnie.

A ty też w końcu powinieneś odpocząć! Twoja żona nie daje ci spać? Prześladuje cię w domu? Zmusza do pracy? Bo ona tylko siedzi w domu.

– Mamo, ona pracuje z domu.

– Fajna to praca. Stuka w klawiaturę. Nawet analfabeta by to zrobił – mruknęła teściowa.

– To na pewno nieprawda, bo Krisztina została specjalnie zaproszona do tej pracy.

Krisztina nie była zadowolona, że Marcsi śpi u teściowej. Wiedziała, że kobieta jej nie zaakceptowała i była pewna, że próbuje nastawić męża przeciwko niej.

Na szczęście Lajos dobrze znał swoją matkę, więc te wizyty nie odbiły się na ich relacji.

Ale kłopoty zaczęły się z miejsca, skąd nikt się ich nie spodziewał.

Kilka tygodni później zaczęły dziać się dziwne rzeczy.

Po tym, jak Marcsi kilka razy przespała noc u babci, zaczęła opowiadać o matce coraz dziwniejsze rzeczy, gdy Lajos wracał z kolejnych podróży służbowych.

– Tato! Wczoraj znów przyszedł wujek Peti do mamy – powiedziała Marcsi, czesząc swojego blond lalka.

– Jaki wujek Peti? I co robili?

– Weszli do pokoju z mamą. Potem ona wyszła, a przyszedł wujek Vili. Mama długo rozmawiała z nim przez telefon. Potem się wystroiła i wyszła z domu.

– Wyszła? I zostawiła cię samą?

Krisztina właśnie weszła do salonu, gdy zobaczyła, jak na skroniach męża zaczynają pulsować żyły.

Z niedowierzaniem słuchała córki, zastanawiając się, skąd ona bierze takie historie.

Przecież tego dnia spędzili całe popołudnie w parku. Wieczorem Marcsi była tak zmęczona, że ledwo miała siłę się kąpać, choć uwielbiała kąpiele. I oczywiście nie było żadnego „wujka Petiego”.

– Często do mamy przychodzą jacyś wujkowie? – zapytał napiętym głosem Lajos, którego twarz zrobiła się czerwona.

– Tak! Wczoraj na przykład nie przyszła sama do domu, tylko z wujkiem Vilim. Zamknęli się w sypialni i wyszła dopiero rano. Nie spałam, widziałam!

– Marcsi, wróć do swojego pokoju i się pobaw. Tata z mamą musi porozmawiać – powiedział Lajos, tym razem już nie ukrywając swojego gniewu.

Dziewczynka bez słowa wzięła swoją lalkę i zniknęła w pokoju dziecięcym.

Krisztina stała zdezorientowana.

– Nie wiem, skąd ona wymyśla te rzeczy. Tamten wieczór minął całkowicie spokojnie.

Ty też dzwoniłeś do mnie na wideo, potem rozmawialiśmy prawie godzinę. Powiedz mi, jak miałabym zdradzić cię z dwoma różnymi facetami?

Lajos na chwilę się zawahał. Krisztina pozostała spokojna. Nie drżała, nie unikała spojrzenia – dobrze znał swoją żonę. Wiedział, kiedy kłamie. Tym razem nie kłamała.

– Chcesz powiedzieć, że to wszystko wymyśliła?

– Tak, i bardzo chcę wiedzieć, skąd. Zapytajmy jej. Przecież jest już duża.

Lajos kiwnął głową i poszedł do pokoju dziecięcego.

– Marcsi, chodź tutaj na chwilę – zawołał.

– Oglądam bajkę! Nie mam czasu! – odpowiedziała dziewczynka, nie odrywając wzroku od ekranu.

Lajos podszedł, usiadł obok i cicho zaczął:

– Kochanie, skąd wzięłaś pomysł, że u nas byli wujek Peti i wujek Vili?

– Nie powiem. To tajemnica – odpowiedziała Marcsi, kręcąc głową.

Krisztina z niedowierzaniem rozłożyła ręce.

– Kochanie, wiesz, że możesz nam powiedzieć każdy sekret, prawda? Nikomu tego nie zdradzimy. Obiecujemy.

Marcsi przez chwilę się zastanowiła, potem spojrzała na podłogę.

– Nie! Babcia się na mnie zezłości – nagle powiedziała.

Krisztina westchnęła głęboko. Teraz już wiedziała, skąd wiatr wieje.

– Babcia cię tego nauczyła? – zapytał Lajos.

– Babcia najpierw rozmawiała o tym z inną panią, a potem powiedziała mi, że mam tak mówić. I żeby nikomu nie mówić, że to ona mi kazała.

Krisztina podeszła do męża i prawie szeptem powiedziała:

– Widzisz? Mówiłam, że nikt tutaj nie był. Żadna z tych rzeczy nie jest prawdziwa.

Twarz Lajosa zrobiła się blada.

– Przepraszam. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że moja mama może tak upaść. Że wykorzystuje dziecko przeciwko tobie… To straszne. Nigdy więcej jej nie odwiozę.

– Możesz z nią rozmawiać, jak chcesz. W końcu to twoja mama – powiedziała Krisztina, delikatnie dotykając męża w twarz. – Ale Marcsi… tam już nie ma czego szukać.

Od tego dnia Lajos rzadko chodził do rodziców, a córki już z nimi nie zabierał.

Teściowa na początku zaprzeczała wszystkiemu, wszystko zrzucała na „zbyt bujną wyobraźnię Marcsi”. Ale potem musiała przyznać, że posunęła się za daleko.

I to już było nieodwracalne.

Od tej pory Marcsi widywała tylko podczas świąt, i to tylko pod nadzorem rodziców. Krisztina wreszcie mogła odetchnąć z ulgą.

Visited 170 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł