Walka matki z wyjątkowym znamieniem córki i to, co udało jej się osiągnąć, może być przykładem dla wielu osób

Rozrywka

Historia, którą zaraz przeczytasz, nie jest jedynie opowieścią o rzadkiej wadzie wrodzonej.

To przede wszystkim świadectwo determinacji matki, która – pomimo sprzeciwu świata – walczyła do końca, by jej córka mogła prowadzić szczęśliwe i pełne równowagi życie.

Takie, w którym nie musiałaby wstydzić się swojej twarzy. A dlaczego właśnie twarzy? Bo to na czole Vivien znajdował się ten szczególny, rzadki znamień.

Celine Czakó, matka małej Vivien Szabó, dowiedziała się zaraz po porodzie, że jej córka urodziła się z rzadką zmianą skórną – wrodzonym znamieniem melanocytowym.

Statystycznie występuje ono u jednego na dziesięć tysięcy dzieci.

W przypadku Vivien znamię było ciemne, dobrze widoczne i rozległe – znajdowało się na środku czoła, w miejscu, którego nie dało się ukryć ani fryzurą, ani opaską.

– Od pierwszej chwili wiedziałam, że z takim znamieniem nie da się spokojnie dorastać – powiedziała Celine w jednym z telewizyjnych wywiadów.

– Świat bywa okrutny. Ludzie się gapią, zadają pytania, a dzieci – nawet nieświadomie – potrafią być boleśnie szczere.

Celine i ojciec dziewczynki, Dániel Szabó, już kilka tygodni po narodzinach zdecydowali, że zrobią wszystko, by usunąć znamię przed rozpoczęciem przez córkę nauki w szkole – zanim pojawią się pierwsze rany na duszy.

Martwili się – i to całkowicie słusznie – o przyszłość córki, jej integrację społeczną i samoocenę.

Nie chcieli czekać, aż Vivien sama zauważy, że «inne dzieci nie mają czegoś takiego na czole».

Niestety, brytyjski system opieki zdrowotnej (NHS) nie wsparł ich starań. Lekarze odrzucili wniosek o operację, uznając, że byłby to zabieg wyłącznie kosmetyczny, a nie medycznie konieczny.

W związku z tym publiczne ubezpieczenie zdrowotne nie mogło pokryć kosztów operacji.

– Ja nie mówiłam o estetyce – pisała później wzburzona Celine w jednym z postów. – Nie zależy mi, by moja córka była «ładna».

Chcę tylko, żeby kiedyś nie znienawidziła nas za to, że nie zrobiliśmy nic, gdy jeszcze mogliśmy.

W tym momencie Celine i Dániel podjęli decyzję: skoro system nie pomoże, sami znajdą rozwiązanie.

Rozpoczęli internetową zbiórkę pieniędzy, dokładnie opisując swoją sytuację oraz planowaną operację.

Reakcja społeczności była niesamowita – ludzie zrozumieli ich obawy. W zaledwie 24 godziny udało się zebrać równowartość ponad 18 milionów forintów (ok. 200 tys. zł).

Po kilku dniach suma wzrosła do 27 milionów forintów – wystarczająco, by zarezerwować miejsce w prywatnej klinice i opłacić lekarzy oraz opiekę szpitalną.

Ale na tym problemy się nie skończyły.

Pierwszy chirurg, do którego się zgłosili – mimo znakomitej reputacji – odmówił wykonania operacji.

– To dziecko nie wie jeszcze, czego chce – powiedział. – Taka decyzja powinna należeć do niej, kiedy będzie wystarczająco dorosła.

Inny dermatolog również odradzał zabieg, argumentując, że znamię nie jest złośliwe i nie stanowi zagrożenia medycznego.

Ale Celine i Dániel byli już ponad wszelkimi wątpliwościami. Nie chodziło im o stan zdrowia, tylko o przyszłe traumy psychiczne. Chcieli uchronić córkę przed cierpieniem.

Po długich poszukiwaniach trafili w końcu na chirurga pochodzenia amerykańskiego, który praktykował w Londynie i zgodził się przeprowadzić operację.

Zrozumiał nie tylko aspekt estetyczny, ale także psychologiczny.

Przyjął punkt widzenia rodziców i zaproponował przeprowadzenie zabiegu w dwóch etapach, pod bezpiecznym znieczuleniem, tak by nie pozostawić śladu.

Vivien miała dwa i pół roku, gdy odbyła się pierwsza operacja. Usunięto wówczas większą część znamienia.

Trzy miesiące później przeprowadzono drugi zabieg, który usunął resztę pigmentu oraz wyrównał koloryt skóry. Efekt?

Na czole Vivien pozostała jedynie cienka, ledwie widoczna linia. W jej oczach pojawił się nowy blask – radość i pewność siebie.

Od tamtej pory Celine regularnie zamieszcza zdjęcia i aktualizacje dotyczące stanu córki. Setki tysięcy komentujących zachwycają się urodą Vivien, jej uśmiechem oraz odwagą matki.

Historia zainspirowała wielu – również innych rodziców, którzy po przeczytaniu relacji Celine ruszyli podobną drogą.

– Nigdy tego nie żałowałam – powiedziała Celine w jednym z wywiadów radiowych. – Moje dziecko jest teraz szczęśliwe, uśmiechnięte i nie boi się spojrzeć w lustro.

Dziś Vivien chodzi już do przedszkola, jej ulubioną zabawką jest pluszowy delfin, a każdego dnia poznaje nowych przyjaciół.

Rodzina raz w roku udaje się jeszcze na kontrolne badania, by upewnić się, że wszystko przebiega prawidłowo.

Ale najważniejsze jest to, że życie dziewczynki nie kręci się już wokół znamienia – tylko wokół śmiechu, zabawy i marzeń. Tak jak powinno być u każdego dziecka.

Visited 151 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł