Brat i siostra zadzwonili niemal jednocześnie. Złożyli mi życzenia z okazji trzydziestych urodzin.
— Lizonko, kocham cię bezgranicznie, siostrzyczko. Bądź szczęśliwa. Pieniądze już ci przelałem, kup sobie coś dla duszy — krótko i powściągliwie złożył życzenia mój brat Anton. — A ty jak zwykle… wolisz ukryć się przed wszystkimi w taki piękny dzień?
— Znasz mnie.
— Lizka, gratuluję ci trzydziestki. Może w końcu czas dorosnąć? I zacząć, jak wszystkie „normalne zamężne kobiety”, przygotowywać stół dla całej rodziny? Już najwyższy czas — zakpiła moja młodsza siostra Ira.
— Nie doczekasz się. Ty sama wyjdziesz za mąż i wtedy zaczniesz zaskakiwać nowych krewnych swoimi wypiekami i przetworami. To nie dla mnie, Iro, i nie zamierzam się zmieniać. Nawet nie wiem, co Myszka przygotował, czym chce mnie zaskoczyć. A ja sama zrobiłam sobie już prezent.
— No to zaskocz mnie.
— Skok ze spadochronem — powiedziałam z dumą.
— O matko… zwariowałaś! Mam nadzieję, że z instruktorem?
— Oczywiście. Nie jestem samobójczynią. To mój pierwszy skok. Potem można już myśleć o samodzielnym.
Potem zadzwoniła teściowa, potem siostra męża. Zalały rozmowę słodkimi życzeniami zdrowia, szczęścia i wszystkiego najlepszego. A także życzeniami, żeby ja i Michaił w końcu, przynajmniej w trzecim roku małżeństwa, mieli dziecko.
— Elżbieto, moim największym marzeniem jest, żebyście dali mi wnuka. Musisz zrozumieć — masz już trzydzieści lat, w twoim wieku dawno powinnaś być matką — zaczęła śpiewać Raisa Aleksiejewna.
— Dziękuję. Weźmiemy to pod uwagę — nigdy nie sprzeciwiałam się teściowej, wybierając spokój.
— Mówię poważnie, Liza. Dość tego. Już się w życiu wybawiliście, czas pomyśleć o potomkach. Dziś przyjdziemy do was na twoje urodziny i poważnie o tym porozmawiamy. Ja i mąż przygotowaliśmy dla was wspaniały prezent, jeśli w końcu zdecydujecie się na dziecko.
Uśmiechnęłam się z niedowierzaniem.
Oto odwaga… „Przyjdziemy”… Ciekawe, kto ich zaprosił. Wszyscy wiedzą, że moich urodzin nie świętuję w tradycyjny sposób.
Nie, nie rezygnuję z tego dnia. Po prostu to mój dzień. Tylko mój i niczyj więcej. Dlatego nie spędzam godzin w kuchni, nie przygotowuję setek potraw dla tłumu ludzi. Nie wydaję zarobionych pieniędzy na restauracje, żeby zbierać gości, którzy i tak powiedzą te same życzenia.

Od dzieciństwa wiedziałam, że swoje urodziny będę spędzać tylko dla siebie.
W szkolnych latach prosiłam rodziców, żeby zabrali mnie do lasu albo nad rzekę, gdzie ojciec wynajmował łódź i płynęliśmy po wodzie. Potem, na studiach, starałam się wyjeżdżać do małych miast albo z przyjaciółmi w góry — żeby patrzeć w gwiazdy i witać świt.
A dziś miałam iść do aeroklubu, żeby wykonać swój pierwszy skok ze spadochronem. I nie mogłam się tego doczekać.
Ale teściowej, teścia i siostry męża wraz z jej mężem — ich nie oczekiwałam. I trzeba było to wyjaśnić.
Michaił pojawił się godzinę przed obiadem, wcześniej wychodząc z pracy, żeby mnie uczcić.
— Kochanie, tak się cieszę, że jesteś przy mnie. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin i chcę, żebyś była szczęśliwa. To dla ciebie — podał mi duży bukiet białych róż i kartę podarunkową do sklepu z perfumami.
— Dziękuję… miło, ale po co te wszystkie wydatki?
Wiedziałam, że jego sytuacja finansowa nie była najlepsza. Spłacał kredyt za samochód, a pensja była jeszcze niestabilna. A ja… moja kariera szybko się rozwijała.
— Nie mogę nie dawać prezentu, wiesz o tym — uśmiechnął się.
— Dobrze, ale interesuje mnie coś innego.
— Słucham.
— Dlaczego dziś zaprosiłeś swoich rodziców i Larysę z mężem?
Michaił zamilkł… chciał powiedzieć, że ich nie zaprosił, ale nie mógł skłamać. Zawsze wyczuwałam jego kłamstwa.
— Dobrze… w zasadzie nie zaprosiłem, ale kiedy mama powiedziała, że przyjdą cię razem złożyć życzenia, nie mogłem odmówić. Rozumiesz?
— Bardzo dobrze rozumiem. Trzeba było po prostu powiedzieć: nikogo nie zapraszamy. I więcej — mnie też nie będzie w domu.
— Co… skok ze spadochronem?
— Tak. Więc zadzwoń i powiedz im, żeby nie przychodzili.
— Liza, nie mogę… Moi rodzice też przygotowali niespodziankę. Może jednak usiądziemy razem, choćby przy herbacie i torcie…
— Przy herbacie? A tort kupiłeś ty? Gdzie on jest? To moje urodziny, nie dzień gościnności. Nie zamierzam nikogo karmić.
— Liza, pomyśl trochę…
— Już pomyślałam. Jeśli przyjdą — ja też przestanę cię karmić.
I poszłam do aeroklubu…
Kiedy wróciłam — pełna adrenaliny i wciąż drżąca z emocji — zadzwoniła siostra.
— Jesteś po prostu bezczelna, Liza. To czysty egoizm.
— Tak. I co dalej?
— Mama jest tak obrażona, że nawet nie chce z tobą rozmawiać. I powiedzieli, że ten „wkład” na dziecko już nie zostanie wam dany.
— Nawet o tym nie myślałam.
Kiedy wróciłam do domu, Michaiła nie było. Pojechał do rodziców.
Uśmiechnęłam się tylko.
— No cóż… w końcu spokój. To był mój dzień. I był idealny — dokładnie taki, jak chciałam.
Taka właśnie jestem. Kto tego nie akceptuje — może po prostu przejść obok.







