„Naradziliśmy się i już podzieliliśmy twoją premię. Weź portfel.”

Interesujące

– Z mamą już nawet obliczyliśmy, na co pójdą twoje pieniądze!

– Dokładnie. Z twojej premii wystarczy akurat na drona w podstawowej wersji i trzy zapasowe akumulatory – oznajmił z zadowoleniem Herman.

Albina zatrzymała się w progu przedpokoju.

Powoli zdjęła buty, rzuciła rękawiczki na komodę, a potem oparła plecy o ścianę. Pulsowało jej w skroniach, gardło piekło. Przez dwanaście godzin słuchała wyłącznie skarg, przekleństw, próśb o pomoc i rozpaczliwych telefonów.

Rano w dziewięciopiętrowym budynku pękła rura pionu. Dwóch hydraulików gdzieś zniknęło, a mieszkańcy wydzwaniali na dyspozytornię tak, jakby to Albina osobiście zatkała im wszystkie rury.

W południe w windzie utknęła ciężarna kobieta.

Po południu doszło jeszcze do zwarcia w rozdzielnicy w piwnicy.

Albina przez cały dzień ratowała zalane mieszkania, zepsute windy i instalacje elektryczne grożące pożarem.

Teraz marzyła tylko o gorącym prysznicu i kilku minutach ciszy.

Zamiast tego w domu czekała na nią rodzinna komisja finansowa.

Herman rozsiadł się wygodnie na kanapie. Na jego kolanach świecił nowiutki tablet, a na ekranie otwarta była strona sklepu internetowego z ogromnym, czarnym, profesjonalnym dronem wyposażonym w kamerę.

Obok siedziała jego matka, Ella Prokofiewna, z grubym wełnianym kocem narzuconym na nogi. Na kolanach trzymała szkolny zeszyt. Na kartkach widniały starannie zapisane liczby.

– Chodź, Albinoczko – odezwała się spokojnym tonem kobieta.

Albina podeszła bliżej.

– Dobrze usłyszałam?

– Wy dwoje dzielicie między siebie moje zarobione pieniądze?

Herman podniósł wzrok znad tabletu i leniwie się uśmiechnął.

– Nie dzielimy. Planujemy rodzinny budżet.

– Moja roczna premia nie jest rodzinnym budżetem.

Ella Prokofiewna uniosła brwi.

– Jak to nie? Przecież jesteście rodziną!

– W rodzinie wszystko trafia do jednego garnka.

– To, co człowiek zarabia, powinien przynosić do domu, a nie gdzieś ukrywać.

Albina uśmiechnęła się zmęczona.

– A kto wam powiedział, że dostanę premię?

Herman prychnął zadowolony.

– Ściany mają uszy.

– Spotkałem w sklepie Kirę z działu płac. Zaczęłyśmy rozmawiać i jakoś wyszło, że wypłacili ci trzynastkę za nadgodziny.

– I to jeszcze z podwyższonym współczynnikiem.

Ella Prokofiewna pokiwała głową z aprobatą.

– Widzisz, Albina? Sam Bóg chce, żebyś dobrze wykorzystała te pieniądze.

– Wydasz je i śladu po nich nie będzie.

– Kupisz ubrania i za rok znowu będziesz musiała kupować.

– A dobra inwestycja zostanie na zawsze.

Albina podeszła do stołu.

– Jaka inwestycja?

– I co mają do tego trzy akumulatory?

Twarz Hermana natychmiast się rozjaśniła. Usiadł prosto i obrócił tablet w stronę żony.

Na ekranie powoli obracał się ogromny, czarny dron.

– Muszę rozwinąć biznes nieruchomości! – oznajmił z entuzjazmem.

– Konkurencja jest ogromna. Stare metody już nie działają.

– Dzisiaj nikogo nie zainteresuje zdjęcie bloku zrobione telefonem.

– Potrzebuję panoramicznych ujęć z lotu ptaka! Osiedla, domy jednorodzinne, nowe dzielnice z góry!

Albina przez kilka sekund tylko na niego patrzyła.

– Z lotu ptaka?

– Herman, przez ostatnie pół roku sprzedałeś jedną nieruchomość.

– Małą kawalerkę, w której nawet ciepła woda ledwo działa.

– I teraz chcesz sprzedawać ją za pomocą drona?

Herman zirytowany wzruszył ramionami.

– Nie kpij ze mnie!

– Rynek jest słaby. Klientów jest mniej.

– Jeśli chcę przyciągnąć poważnych klientów, potrzebuję poważnej prezentacji.

– Profesjonalny dron zwiększy moje dochody trzykrotnie.

– To inwestycja w naszą wspólną przyszłość!

Albina spojrzała na kwotę wyświetloną na dole ekranu.

Była niemal dokładnie taka sama jak cała jej roczna premia.

Pieniądze, na które pracowała przez długie, dwunastogodzinne zmiany, nocne dyżury, święta i weekendy.

– Czyli rozumiem – powiedziała cicho.

– Ja przez cały rok słuchałam wrzasków ludzi narzekających na zimne kaloryfery.

– Użerałam się z kontrolami.

– Jeździłam nocami na podstacje, kiedy temperatura spadała poniżej zera.

– A ty chcesz wziąć moje pieniądze i wydać je na zdalnie sterowaną zabawkę?

– Albina, dlaczego musisz wszystko tak poniżać? – wtrąciła urażona Ella Prokofiewna.

– Chłopak szuka swojej drogi.

– Próbuje.

– Czasy są teraz trudne.

– Mężczyzna musi mieć możliwość rozwinąć skrzydła, a ty ciągle ściągasz go na ziemię.

Albina powoli spojrzała na teściową.

– Ella Prokofiewna, a gdzie są jego poprzednie skrzydła?

Kobieta natychmiast zesztywniała.

– Nie zaczynajmy rozdrapywać przeszłości!

– Ależ zaczniemy. Właśnie to zrobimy.

Głos Albiny pozostał spokojny.

– Trzy lata temu trzeba było kupić karty graficzne, bo Herman znalazł „sposób na zarabianie pieniędzy w internecie”.

– Zapełnił nimi cały balkon.

– Przewody buczały, wentylatory wyły przez całą noc.

– Nie dało się spać.

– I co z tego wyszło?

Herman machnął ręką.

– Rynek się załamał. Takie rzeczy się zdarzają.

– Karty sprzedaliśmy później za śmieszne pieniądze.

– A dług spłacałam ze swojej pensji przez czternaście miesięcy.

Herman odwrócił wzrok.

Albina jednak nie zamierzała kończyć.

– Potem był biznes kosmetyki samochodowej.

– Kupiłeś drogie środki chemiczne, które później zalało w garażu.

– A teraz przyszedł czas na drona.

– Bo tym razem jest inaczej! – warknął Herman.

Zerwał się z kanapy.

– To zupełnie inny poziom!

– Ukończyłem kurs fotografii lotniczej online!

– Już rozmawiałem ze sprzedawcą. Jutro rano muszę wpłacić zaliczkę.

– Jeśli nie przelejemy pieniędzy, ktoś inny kupi ten sprzęt.

– Wyślę ci numer konta. Przelej teraz!

Albina się nie poruszyła.

Zapadła cisza.

Po chwili powoli sięgnęła do kieszeni kurtki wiszącej w przedpokoju.

Wyjęła dwie złożone kartki.

Wróciła do salonu i położyła je na stole.

– Nie ma pieniędzy, Herman.

Mężczyzna chwycił jedną z kartek.

Przeczytał.

Jego twarz w ciągu kilku sekund zmieniła się nie do poznania.

– Co to jest?

– Kaloryfery.

– Miedziane rury.

– Nowa instalacja elektryczna.

Albina spokojnie na niego spojrzała.

– Zamówienie złożyłam po swojej zmianie.

– Jutro rano ekipa zaczyna generalny remont instalacji grzewczej i elektrycznej w tym mieszkaniu.

Ella Prokofiewna pobladła.

– Co?!

– Jaki remont?

– Stare żeliwne kaloryfery mają czterdzieści lat – wyjaśniła Albina.

– Są zardzewiałe i częściowo zatkane.

– Zimą ogrzewamy się grzejnikami elektrycznymi.

– A instalacja elektryczna nie wytrzymuje, kiedy jednocześnie działa pralka i czajnik.

– Codziennie widzę w raportach mieszkania, które płoną z powodu starych przewodów.

– Nie zamierzam czekać, aż coś takiego wydarzy się u nas.

Herman zacisnął pięść na trzymanym rachunku.

– Wydałaś całą premię na to?

– Beze mnie?

Albina spojrzała mu prosto w oczy.

– Wydałam własne pieniądze.

– Na własne mieszkanie.

– Na własny dom.

– I na bezpieczeństwo własnego dziecka.

– A twój dron może poczekać.

Herman niemal trząsł się ze złości.

– Ty naprawdę mówisz poważnie?

– Jak najbardziej.

– Jesteś egoistką!

– Zgorzkniałą, ograniczoną kobietą!

– Specjalnie chcesz zniszczyć mi życie!

– Tylko dlatego, że nie chcesz, żebym w końcu wyrwał się z tej biedy!

Albina uniosła brew.

– Nie.

– Chcę tylko, żebyś pewnego dnia wyrwał się z niej za własne pieniądze.

Ella Prokofiewna tymczasem złapała się za serce.

– Chodź, Herman. Idziemy.

– Ta kobieta nie ma serca.

– Jest jak kamień.

– Własnemu mężowi żałuje pieniędzy!

Albina ruszyła już w stronę kuchni.

– Możecie mówić, co chcecie.

– Jutro o ósmej przychodzą fachowcy.

– Do tego czasu trzeba wynieść meble z przedpokoju.

Zatrzymała się w drzwiach i spojrzała za siebie.

– I będziesz mi pomagał, Gera.

Herman znieruchomiał.

Przez ostatnie lata przyzwyczaił się, że wystarczy odrobina obrażania się, wzbudzania poczucia winy i tekst w rodzaju „czy my już w ogóle się dla ciebie nie liczymy?”, a Albina wcześniej czy później ustępowała.

Tym razem jednak nic takiego się nie wydarzyło.

Mężczyzna stał tylko na środku salonu, zaciskając pięści.

Po raz pierwszy poczuł, że jego dotychczasowe metody przestały działać.

Trzy miesiące później mieszkanie wyglądało zupełnie inaczej.

Nowe kaloryfery równomiernie oddawały ciepło. W rozdzielnicy znajdowały się nowoczesne bezpieczniki. W pokojach wciąż unosił się zapach świeżego tynku.

A co najważniejsze, Albina wreszcie mogła spokojnie wracać do domu.

Dron Hermana nigdy nie został kupiony.

Upatrzony projekt nieruchomości przejęło studio z innego miasta i okazało się, że świat wcale się nie skończył dlatego, że Herman nie zrobił zdjęć z lotu ptaka.

Mężczyzna musiał zacząć od nowa.

Zatrudnił się jako zwykły agent w dużej firmie pośrednictwa nieruchomości.

Od tej pory musiał rano wstawać na czas.

Musiał pracować.

Szukać klientów.

Dzwonić.

Pokazywać mieszkania.

A za spóźnienia potrącano mu pieniądze z pensji.

Na naprawę starego samochodu również nie dostawał już pieniędzy od Albiny.

Jeśli chciał go naprawić, musiał sam na to zarobić.

Ella Prokofiewna także przestała przychodzić z zeszytem i starannie rozpisanym „rodzinnym budżetem”.

Czasami spotykali się na podwórku.

Wtedy kobieta tylko skinęła głową.

Albina szła dalej.

Nie próbowała już niczego tłumaczyć.

Nie musiała nikogo przekonywać, że ma rację.

Nie prosiła o pozwolenie, by sama decydować o owocach własnej pracy.

Bo w końcu zrozumiała jedno: człowiek, który przez całe życie ratuje cudze domy, rury, instalacje i problemy, czasem musi również ochronić własny dom — nawet jeśli największe zagrożenie siedzi właśnie na kanapie w salonie.

Visited 218 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł